eGospodarka.pl
eGospodarka.pl poleca

eGospodarka.plGrupypl.misc.telefoniaZegarynka w roku 1950
Ilość wypowiedzi w tym wątku: 28

  • 11. Data: 2025-12-03 19:05:00
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: "J.F" <j...@p...onet.pl>

    On Wed, 3 Dec 2025 17:46:26 +0100, Michał Jankowski wrote:
    > W dniu 03.12.2025 o 10:52, Jarosław Sokołowski pisze:
    >> Pan J.F napisał:
    >>> w technice 1950 trudno było zrobić automatycznie.
    >>> Co prawda magnetofony już chyba były, a gramofony od dłuższego czasu.
    >>
    >> Żadna z tych technik nie nadawała się do implementacji w zegarynce.
    >> Zrobiono to w końcu w technice optycznej, tak jak w kinowym filmie
    >> dźwiękowym, też znanym od lat.
    >>
    > Tak robili jeszcze przed wojną. W latach 60. była już metoda bębnów
    > magnetycznych (nie wiem czy w Polsce).

    Gdzies w latach 60-tych zrobili komputer Odra z bębnem magnetycznym.

    W zasadzie to nawet w 1960
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Odra_1001

    A nawet w 1957
    https://pl.wikipedia.org/wiki/EMAL-2

    Na ile się to nadawało do fonii, to nie wiem.

    J.


  • 12. Data: 2025-12-03 19:18:57
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: "J.F" <j...@p...onet.pl>

    On Wed, 3 Dec 2025 18:43:17 +0100, Michał Jankowski wrote:
    > W dniu 03.12.2025 o 18:20, Jarosław Sokołowski pisze:
    >> Pan Michał Jankowski napisał:
    >>
    >>>>> W Grójcu ok. 1976 z całą pewnością była żywa i się na nas wkurzyła,
    >>>>> jak zadzwoniliśmy z kolegą tak ze 20 razy... Coś takiego zrobiła,
    >>>>> że telefon zaczął dzwonić jak szatan bez przerwy i musieliśmy zdjąć
    >>>>> słuchawkę na stół...
    >>>> Połączenia z numerem zegarynki (926 czy tam 06) kierowane były do
    >>>> telefonistki, która zestawiała połaczenia poza Grójec?
    >>>
    >>> Odwrotnie. Do telefonistki, która łączyła połączenia zamiejscowe do
    >>> Grójca. Z Grójca na zewnątrz kręciło się tarczą.
    >>>
    >>> A potem (a może już wtedy?) w obie strony kręciło się tarczą, ale żywa
    >>> telefonistka nadal była. I był do niej numer 926 specjalnie do zegarynki.
    >>
    >> Jak według regulaminu powinno wyglądać takie połączenie? Czy zaraz po
    >> odebraniu miała bez pytania mówić "osiemnasta dwadzieścia", może jescze
    >
    > Mówiła jeden raz i odkładała słuchawkę. A że po kilku razach połapaliśmy
    > się, że wypowiedzi się nieco różnią więc nie mogą być "z płyty", to już
    > dalej dzwoniliśmy specjalnie i coś tam wołaliśmy w stylu "czy pani jest
    > żywa?".
    >
    >> powtarzać to w kółko? Jakoś się nie dziwię, że była na was wkurzona.
    >>
    >> Zastanawia mnie tylko, jak w takiej przymitywnej centrali wyglądała
    >> identyfikacja połączeń. Skądeś musiała wiedzieć, komu odwdzięczyć się
    >> psikusem. Chyba że zemsta nastąpiła już w trakcie połączenia.
    >
    > Lampka się pewnie zapalała, która linia jest w użyciu. W małej centrali
    > to zupełnie wystarczy...

    Albo wręcz musiała kabel w odpowiednią dziurkę wsadzic ...
    a nie, centrala automatyczna, skoro wykręcaliście.

    Ale musiała jej się wyświetlać linia dzwoniąca, chocby na potrzeby
    łączeniowe i rozliczeniowe.

    J.


  • 13. Data: 2025-12-03 19:26:25
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: Jarosław Sokołowski <j...@l...waw.pl>

    Pan Michał Jankowski napisał:

    >> Zastanawia mnie tylko, jak w takiej prymitywnej centrali wyglądała
    >> identyfikacja połączeń. Skądeś musiała wiedzieć, komu odwdzięczyć
    >> się psikusem. Chyba że zemsta nastąpiła już w trakcie połączenia.
    >
    > Lampka się pewnie zapalała, która linia jest w użyciu. W małej
    > centrali to zupełnie wystarczy...

    W centrali sznurowej, ręcznej, opadała klapka. To oczywiste.
    Ale w automatycznej, z wybieranim numerów tarczą, żadnych takich
    systemów nie kojarzę. W Grójcu musiało być ze sto numerów, znów
    nie tak mało. Sama centrala też była pewnie w innym miejscu niż
    telefonistka. Jeśli nawet centrala "wiedziała" kto dzwoni, trzeba
    było informację przekazać dalej. Transmisji szeregowej raczej nie
    było, więc jak, sto kabelków? Po to, by namierzyć dowcipnisiów?
    O billingach szczegółowych nikt wtedy nie myślał.

    --
    Jarek


  • 14. Data: 2025-12-03 19:29:37
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: Jarosław Sokołowski <j...@l...waw.pl>

    Pan J.F napisał:

    > Gdzies w latach 60-tych zrobili komputer Odra z bębnem magnetycznym.
    [...]
    > Na ile się to nadawało do fonii, to nie wiem.

    Słabo raczej. Bezstykowy zapis magnetyczny (jak na bębnach) nie jest
    gęsty, a stykowy (jak na taśmie) nie jest trwały. Pamięć bębnowa w
    komputerach była namiastą RAM, musiała działać jak najszybciej, więc
    bęben kręcił się jak fryga. A my do zegarynki potrzebujemy cyklu
    rzędu 1-5 sekund. Rejestracja optyczna sprawdziła się o wiele lepiej.
    Zapisane klisze były trwałe, nie niszczyły się w trakcie eksploatacji,
    a ponadto można je było łatwo odtwarzać z backupu.

    --
    Jarek


  • 15. Data: 2025-12-03 19:30:42
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: Jarosław Sokołowski <j...@l...waw.pl>

    Pan J.F napisał:

    >>> Zastanawia mnie tylko, jak w takiej przymitywnej centrali wyglądała
    >>> identyfikacja połączeń. Skądeś musiała wiedzieć, komu odwdzięczyć się
    >>> psikusem. Chyba że zemsta nastąpiła już w trakcie połączenia.
    >>
    >> Lampka się pewnie zapalała, która linia jest w użyciu. W małej centrali
    >> to zupełnie wystarczy...
    >
    > Albo wręcz musiała kabel w odpowiednią dziurkę wsadzic ...
    > a nie, centrala automatyczna, skoro wykręcaliście.
    >
    > Ale musiała jej się wyświetlać linia dzwoniąca, chocby na potrzeby
    > łączeniowe i rozliczeniowe.

    Swój numer trzeba było przecież telefonistce powiedzieć.

    Jarek

    --
    -- Halo? Poproszy panią zamniejscowy, Lubartów 33...
    Czy co? Nie "Czy" pytajne tylko "Trzy" wzięte liczebniczo...
    Taa, mój numer 333... Już jest połączenie? Dziękuje ślicznie...


  • 16. Data: 2025-12-04 12:10:08
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: "J.F" <j...@p...onet.pl>

    On Wed, 3 Dec 2025 19:30:42 +0100, Jarosław Sokołowski wrote:
    > Pan J.F napisał:
    >>>> Zastanawia mnie tylko, jak w takiej przymitywnej centrali wyglądała
    >>>> identyfikacja połączeń. Skądeś musiała wiedzieć, komu odwdzięczyć się
    >>>> psikusem. Chyba że zemsta nastąpiła już w trakcie połączenia.
    >>>
    >>> Lampka się pewnie zapalała, która linia jest w użyciu. W małej centrali
    >>> to zupełnie wystarczy...
    >>
    >> Albo wręcz musiała kabel w odpowiednią dziurkę wsadzic ...
    >> a nie, centrala automatyczna, skoro wykręcaliście.
    >>
    >> Ale musiała jej się wyświetlać linia dzwoniąca, chocby na potrzeby
    >> łączeniowe i rozliczeniowe.
    >
    > Swój numer trzeba było przecież telefonistce powiedzieć.

    Grozi nadużyciami?

    Czy nie, bo ona rozłączyła, zadzwoniła do drugiego, do pierwszego, i
    połączyła ... tak jakoś normalne "zamawiane" MM działały, ale może
    z Grójca do Warszawy to było inaczej ...

    J.


  • 17. Data: 2025-12-04 12:17:53
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: "J.F" <j...@p...onet.pl>

    On Wed, 3 Dec 2025 19:29:37 +0100, Jarosław Sokołowski wrote:
    > Pan J.F napisał:
    >> Gdzies w latach 60-tych zrobili komputer Odra z bębnem magnetycznym.
    > [...]
    >> Na ile się to nadawało do fonii, to nie wiem.
    >
    > Słabo raczej. Bezstykowy zapis magnetyczny (jak na bębnach) nie jest
    > gęsty, a stykowy (jak na taśmie) nie jest trwały. Pamięć bębnowa w
    > komputerach była namiastą RAM, musiała działać jak najszybciej, więc
    > bęben kręcił się jak fryga.

    Można spowolnić, jak nie trzeba prędkości. Gęstość tam by się chyba
    też jakaś przydała.

    > A my do zegarynki potrzebujemy cyklu
    > rzędu 1-5 sekund.

    Istotnie - jedna cyfra, to tak rzędu sekundy, a bęben miał
    kilkadziesiąt, no może kilka obrotów na s.

    > Rejestracja optyczna sprawdziła się o wiele lepiej.
    > Zapisane klisze były trwałe, nie niszczyły się w trakcie eksploatacji,

    Hm, ogólnie klisze (ponoć błąd - klisza to szkle) wydają mi się
    średnio trwałe. To się jednak trze gdzieś po prowadnicach.

    > a ponadto można je było łatwo odtwarzać z backupu.

    Ze stratą jakości jednak ?

    J.


  • 18. Data: 2025-12-04 12:52:09
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: Jarosław Sokołowski <j...@l...waw.pl>

    Pan J.F napisał:

    >> Bezstykowy zapis magnetyczny (jak na bębnach) nie jest gęsty,
    >> a stykowy (jak na taśmie) nie jest trwały. Pamięć bębnowa w
    >> komputerach była namiastą RAM, musiała działać jak najszybciej,
    >> więc bęben kręcił się jak fryga.
    >
    > Można spowolnić, jak nie trzeba prędkości. Gęstość tam by się
    > chyba też jakaś przydała.

    Nie tak prosto z tym spowalnianiem. Im wolniej, tym sygnał słabszy.
    A słaby jest i tak. W ogólności to drogie i kapryśne. Optyka ma
    tu same zalety, w dodatku technika już wcześniej dobrze opanowana
    w przemyśle filmowym.

    >> A my do zegarynki potrzebujemy cyklu rzędu 1-5 sekund.
    >
    > Istotnie - jedna cyfra, to tak rzędu sekundy, a bęben miał
    > kilkadziesiąt, no może kilka obrotów na s.

    Tam były 24 ścieżki godzinowe i 60 minutowych, do tego dwie
    fotokomórki jeżdżace na wózkach. Zapowiedź godzin to pół obrotu
    bębna, minut -- drugie pół. Chyba 10 czy 12 obrotów bębna na
    minutę i tyleż zapowiedzi.

    >> Rejestracja optyczna sprawdziła się o wiele lepiej. Zapisane
    >> klisze były trwałe, nie niszczyły się w trakcie eksploatacji,
    >
    > Hm, ogólnie klisze (ponoć błąd - klisza to szkle) wydają mi się
    > średnio trwałe. To się jednak trze gdzieś po prowadnicach.

    Żadnych prowadnic, bezstykowy odczyt z bebna. Niezniszczalny.
    Podejrzeam, że w praktyce nikt nigdy tego nie wymieniał.

    >> a ponadto można je było łatwo odtwarzać z backupu.
    >
    > Ze stratą jakości jednak ?

    Niewielką. Przemysł filmowy to też miał dobrze opanowanie. Ponieważ
    kopii filmu potrzebne były tysiące, z oryginału robiono ileś kopii
    pośrednich, z każdej kolejne kopie, a na końcu film dla kina. I tak
    straty były akceptowalne. Zegarynek nie było wiele, łańcuch krótszy.

    --
    Jarek


  • 19. Data: 2025-12-04 12:53:58
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: Jarosław Sokołowski <j...@l...waw.pl>

    Pan J.F napisał:

    >>> Ale musiała jej się wyświetlać linia dzwoniąca, chocby na potrzeby
    >>> łączeniowe i rozliczeniowe.
    >>
    >> Swój numer trzeba było przecież telefonistce powiedzieć.
    >
    > Grozi nadużyciami?

    Wszystko wtedy groziło. Telefonowanie był całkiem anonimowe. Być może
    rozpuszczanie pogłosek, że wszystkich podsłuchują, było formą ochrony
    przed informowaniem o nieistniejących bombach itp.

    > Czy nie, bo ona rozłączyła, zadzwoniła do drugiego, do pierwszego,
    > i połączyła ... tak jakoś normalne "zamawiane" MM działały, ale może
    > z Grójca do Warszawy to było inaczej ...

    Bywało, że zaraz po zamówieniu była próba oddzwonienia -- sprawdzenie,
    czy numer dobrze podany. Żeby nie było niespodzianek za trzy godziny,
    kiedy już będzie mogło dojść do właściwego połączenia.

    --
    Jarek


  • 20. Data: 2025-12-04 14:01:56
    Temat: Re: Zegarynka w roku 1950
    Od: "J.F" <j...@p...onet.pl>

    On Thu, 4 Dec 2025 12:52:09 +0100, Jarosław Sokołowski wrote:
    > Pan J.F napisał:
    >>> Bezstykowy zapis magnetyczny (jak na bębnach) nie jest gęsty,
    >>> a stykowy (jak na taśmie) nie jest trwały. Pamięć bębnowa w
    >>> komputerach była namiastą RAM, musiała działać jak najszybciej,
    >>> więc bęben kręcił się jak fryga.
    >>
    >> Można spowolnić, jak nie trzeba prędkości. Gęstość tam by się
    >> chyba też jakaś przydała.
    >
    > Nie tak prosto z tym spowalnianiem. Im wolniej, tym sygnał słabszy.
    > A słaby jest i tak. W ogólności to drogie i kapryśne. Optyka ma
    > tu same zalety, w dodatku technika już wcześniej dobrze opanowana
    > w przemyśle filmowym.

    Jest to jakis argument, ale ... dyski twarde dość szybko opanowali.
    Widać wdzięczna technologia :-0

    >>> A my do zegarynki potrzebujemy cyklu rzędu 1-5 sekund.
    >>
    >> Istotnie - jedna cyfra, to tak rzędu sekundy, a bęben miał
    >> kilkadziesiąt, no może kilka obrotów na s.
    >
    > Tam były 24 ścieżki godzinowe i 60 minutowych, do tego dwie
    > fotokomórki jeżdżace na wózkach. Zapowiedź godzin to pół obrotu
    > bębna, minut -- drugie pół. Chyba 10 czy 12 obrotów bębna na
    > minutę i tyleż zapowiedzi.

    No ale na bębnie magnetycznym mogłoby być podobnie.
    Tylko np nagrałbym 10 sciezek jedności, 10 "naście", 4 "dziesiątek",
    cztery obroty bębna i czas podany, tylko głowice przełaczamy.
    Albo i przesuwamy.

    >>> Rejestracja optyczna sprawdziła się o wiele lepiej. Zapisane
    >>> klisze były trwałe, nie niszczyły się w trakcie eksploatacji,
    >>
    >> Hm, ogólnie klisze (ponoć błąd - klisza to szkle) wydają mi się
    >> średnio trwałe. To się jednak trze gdzieś po prowadnicach.
    >
    > Żadnych prowadnic, bezstykowy odczyt z bebna. Niezniszczalny.
    > Podejrzeam, że w praktyce nikt nigdy tego nie wymieniał.

    Chętnie bym to zobaczył.

    Duży ten bęben? taśma filmowa dość szybko się porusza ... a nie, może
    i w sam raz.

    A podswietlenie wewnątrz bębna jak zrobić ?

    >>> a ponadto można je było łatwo odtwarzać z backupu.
    >> Ze stratą jakości jednak ?
    > Niewielką. Przemysł filmowy to też miał dobrze opanowanie. Ponieważ
    > kopii filmu potrzebne były tysiące, z oryginału robiono ileś kopii
    > pośrednich, z każdej kolejne kopie, a na końcu film dla kina.

    Pozytyw, negatyw, pozytyw ... isotnie dużo wyjdzie :-)

    > I tak
    > straty były akceptowalne. Zegarynek nie było wiele, łańcuch krótszy.

    J.



strony : 1 . [ 2 ] . 3


Szukaj w grupach

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1

Wpisz nazwę miasta, dla którego chcesz znaleźć jednostkę ZUS.

Wzory dokumentów

Bezpłatne wzory dokumentów i formularzy.
Wyszukaj i pobierz za darmo: